W malinowym lesie, bo takie lasy, to najpiękniejsze są lasy,
mieszkała księżniczka, rzecz jasna, malinowa. Miała malinowe usta i oczy koloru,
prawie, dojrzałych malin.
Księżniczka miała jeszcze wiele cielesności podobnych do
malin, ale że tę bajkę mamusie dzieciom mogą czytać, mrugniemy tylko
porozumiewawczo i wiecie dzieci, o co chodzi?... Mamusiom nie mówcie, po co
gorszyć się mają.
Emocjonalnie oceniając, Malinowa Księżniczka czuła się szczęśliwa
i podobało jej się wszystko wokół, a las malinowy szczególnie, bo pachniał malinami,
a nie jakąś zatęchłą maciejką, na przykład, lub innym, podobnie smrodliwym,
jaśminem.
Biegała sobie malinowa księżniczka między chybotliwymi
rozrostami malinowego ostępu i śpiewała sobie malinowe piosenki, najczęściej: „malinka,
malinka maja...” I nie wiadomo czy ta piosenka nie była figlarna, bo
malinowa księżniczka przy każdym zaśpiewie uśmiechała się aż smak malinowy brał
na jej usteczka.
Wieść o malinowej, rozradowanej księżniczce wnet wiatr
rozwiał i do malinowego zagajnika, bo tym się okazał, przy bliższym oglądzie,
nieco nadreklamowany las malinowy, zaczęli zjeżdżać się różni.
W sposób, zasadniczo dla bajek przyjęty, pojawili się tak
zwani zalotnicy, czyli typy, na których potrzeba Odysa lub Ulissesa, w
zależności od wersji językowej i zarozumialstwa opowiadacza, albo zwyczajnie bata,
jak wie każdy, roztropny chłop.
Księżniczka Malinowa, każdego witała, jak przystało na księżniczkę,
przedstawiając się pełnym imieniem i nazwiskiem:
- Jestem Malina Malińska z Malinezji, witam cię gościu
serdecznie z głębi mojej malinowej duszy.
I gość zasiadał do malinowej uczty i obiadał się malinowymi
frykasami, i pił malinowe wino, i nazajutrz miał zwyczajnego kaca, niestety, i
malinki na szyi...
Tak się bajka, splatając z prozą życia, stawała zwykłą
malizną blogotłuka i zatracała swój aromatyczny malinoryt...
I żal, bo mogłoby pięknie się jeszcze malinić, ale malinowy
czarodziej zasępił się czymś i jest jak jest.
Ach ach, czasem dobrze byłoby na chwilę stać się taką malinowo lekko rozumną księżniczką. ;)
OdpowiedzUsuńChcieć to móc... podobno.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń