Piłem zimną kawę i, zadufany w sobie, stukałem pojedynczym palcem w enter.
Pochylałem się nad skocznią klawiatury i szukałem pozycji do zjazdu, by poszybować łagodną parabolą wzniosłości, a następnie, wylądować klasycznym telemarkiem słów.
Ale cóż...
Czy koncentracji zabrakło, czy jednak, umiejętności, gdyż telemark nie był klasyczny.
Zakantowałem na przenośni i rozjechały mi się pojęcia. Zachybotał się mój światopogląd i utraciwszy wiarę w uczucia, upadłem na bezlitośnie twardą rzeczywistość.
Oblepiła mnie kleista breja bezsensu.
Udzielono mi pierwszej pomocy. Ktoś, miast zwilżyć mi usta kroplą żywej wody, nałożył na wargi pomadkę pozorów.
Gorzkie świństwo.
A ja już martwy.
Nawet splunąć nie mogę
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz