piątek, 8 marca 2019

Studium irytacji


Maria wpadła nagle i rzuciła na biurko plik arkuszy formatu A-4. Rozsypały się po blacie.
Były to fotografie. Klinicznie szczegółowe, ostre. Każdy zakamarek obrzydliwie wyeksponowany.
- Ty skurwysynu! Ty pierdolony skurwielu! - Maria nie przebierała w słowach, a raczej właśnie przebierała, wybierając najobrzydliwsze epitety.
Zamarłem bezsilnie, unikając jej, płonącego ogniem, szalonego wzroku.
- Ty się ogol porządnie, załóż coś przyzwoitego, kup sobie jakiś ciuch wreszcie, pojebany abnegacie, a nie...
Gwałtownym wyrzutem ramienia zmiotła zdjęcia na podłogę. Płacząc, wybiegła, trzaskając drzwiami, aż cały dom zadrżał w posadach.
Co za chuj, co za pierdolony chuj jej to dał?! Kurwa! Przecież nie mam aż takich wrogów! Kutas jebany! - Moje myśli były nieładne.
Wziąłem jedno z wielu, prawie nieróżniących się od siebie, zdjęć.
Polonez wyglądał nieciekawie. Lewe przednie drzwi wgniecione głęboko do pół wnętrza, kawałki szkła z szyb, kierownica złamana, wyglądała jak ster samolotu. Dach wklęsły, jakby od olbrzymiego głazu, prawie sięgał złamanego zagłówka.
Detale waliły po oczach.
Dynamiczne studium blacharstwa złomowego w śnieżnych okolicznościach natury.
Maria gwałtownie (znowu) otworzyła drzwi
- I nie próbuj, kurwa!  Nigdy więcej nie próbuj umrzeć przede mną, bo nim się zdążę wtedy zabić, to...

Trzasnęła wtórnie drzwiami.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz