wtorek, 26 lutego 2019

Spacer


Maria wzięła mnie pod ramię i wyszliśmy na spacer.
Miałem nawet zaoponować, bo znowu ten mróz piękny i śnieg niespotykanie biały a ja taki chłodny w środku. Nie chciałem Marii urazić niedosytem wrażliwości.
Wymyślałem preteksty , zmyślałem niemożliwości, udawałem durnia.
Jednym słowem byłem sobą, jak rzadko.
Maria zna mnie, jednak, na wskroś, a nawet i na przestrzał, i powiedziała bez ogródek:
- Nie kręć, wiem, że jesteś zmarzlakiem, ale nie bój się, jak zmarzniesz, to cię przytulę.
Zgodziłem się i wyszliśmy.

I stało się - zaraz za progiem - zmarzłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz